"Jest tutaj szkoła czytania znaków czasu..."
Homilia Jego Eminencji, Księdza Kardynała
Kazimierza Nycza,
wygłoszona w dniu 22 października 2010 roku,
podczas Mszy św. w dniu otwarcia obchodów 100-lecia Dzieła Lasek.
podczas Mszy św. w dniu otwarcia obchodów 100-lecia Dzieła Lasek.
Siostry i Bracia, uczestnicy tej wielowymiarowej i
wielowątkowej uroczystości, jaką dzisiaj przeżywamy w Laskach, rozpoczynając
100-lecie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Wiele jest wątków i wymiarów
tego jubileuszu, bo sięgamy nie tylko do początków, która miały miejsce w roku
1910 i w roku 1911, ale sięgamy także do tego wszystkiego, co się wydarzyło w
ciągu tych 100 lat.
Sięgamy nie tyle pamięcią, ile sercem do osób,
które w ciągu tego stulecia związały się z Laskami. To jest kwestia
Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża, które się narodziło niedługo po
powstaniu Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, to jest osoba Matki Róży
Czackiej, za którą dziękujemy, to jest osoba księdza, Korniłowicza, to są
księża Aleksander i Tadeusz. To jest tyle osób znanych, wielkich, mniej
znanych, które się ukształtowały w tym miejscu, w tym środowisku
podwarszawskich Lasek. Ten jubileusz, o tylu wątkach, jest więc okazją do
wielorakiego dziękowania Panu Bogu, dziękowania, które rozpoczynamy dzisiaj,
ale będziemy w tym dziękczynieniu trwać przez cały rok obchodów tego stulecia.
Jest to dziękczynnie na pierwszym miejscu za to wielkie dzieło prowadzone przez
Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, jakim jest cały kompleks wychowawczy
składający się ze szkół, internatów, środowiska, które służy tak owocnie przez
cały te 100 lat ludziom ociemniałym. To jest wreszcie Zgromadzenie Sióstr
Franciszkanek Służebnic Krzyża Chrystusowego, które nierozerwalnie i ściśle
jest związane z tym miejscem i także się mieści w ramach tego 100-lecia, za
które Panu Bogu dziękujemy. Wreszcie to jest to, co najtrudniej wyrazić
słowami, ale czujemy sercem, to jest środowisko Lasek, które przez to 100 lat
się narodziło, przez które przeszły cztery pokolenia ludzi, które było
potrzebne w okresie międzywojennym. Z tego środowiska wyszli ważni ludzie,
którzy służyli Kościołowi, Polsce, przed wojną, w trudnych czasach wojny
jeszcze wiele lat po II wojnie, ale z tego środowiska wychodzili także ludzie w
czasie trudnych 45 lat powojennego czasu. Za to wszystko Bogu chcemy
podziękować. To dziękczynienie jakby dzisiaj zaczynamy modląc się także w
czasie tej świętej eucharystii za dwie osoby, za które trzeba Bogu dziękować w
sposób szczególny: za Panią Zofię Morawską i za siostrę Klarę. Włączmy w tę
modlitwę te prawie rówieśniczki tego Dzieła Lasek, nad którym się dzisiaj
pochylamy.
Znamienne są dzisiaj, jakby wybrane a przecież
niewybrane, słowa dzisiejszej Ewangelii, w której Jezus Chrystus robi słusznie
wyrzuty swoim uczniom i apostołom, że potrafią rozpoznawać znaki przyrody:
chmury na niebie, wiedzą, co nastąpi po nich, natomiast nie potrafią
rozpoznawać duchowych znaków czasu. Nie rozpoznali czasu przyjścia i
nawiedzenia Chrystus. Wyrzuca im Jezus, że słuchając przez trzy lata Jego
nauki, patrząc na znaki i cuda, które czyni nie rozpoznali czasu swego
nawiedzenia. Przechodzi obok nich Bóg, wcielony, Jezus, a oni ciągle pytali,
kiedy przyjdzie Mesjasz. Znaki czasu szczególnie mocno podkreślone przez Sobór
Watykański II. Po soborze powstała nawet pewna gałąź teologii, która się nazywa
kariologia, ponieważ czas po grecku to kairos. Rozpoznać czas. Rozpoznać znaki
czasu. I to rozpoznawanie znaków czasu jest zadaniem całego Kościoła. Umiał to
i czynił przez 25 lat pontyfikatu Papież Jan Paweł II. Potrafi to czynić Papież
Benedykt XVI. Jest to zadanie dla Kościoła nauczającego i całego Kościoła.
Rozpoznać znaki czasu, dzisiejszego czasu. I odpowiedzieć na te znaki czasu
jeszcze głębszą wiarą i przyjąć wyzwanie potrzebne do tego, aby te znaki czasu
znalazły odbicie w naszym życiu. Obecny Ojciec Święty tworząc Radę ds. Nowej
Ewangelizacji bardzo długo przygotowywał ten krok, który był ostatecznie
krokiem tworzenia pewnej struktury, ale także przygotowywał ten krok poprzez
Ducha, bo podjął po Janie Pawle II to wezwanie do nowej ewangelizacji, rozwinął
przez te 5 lat pontyfikatu pokazując, co jest dzisiaj najważniejszym znakiem
czasu i wyzwaniem Kościoła współczesnego. Iść z Ewangelią do ludzi, iść do
świata i nie obrażać się na ten świat. Iść do świata i nie dzielić tego świata.
Ale iść głosić Ewangelię po to, aby każdy z nas zaczynał bardziej tą Ewangelia
żyć. A także iść do tych, którzy już Ewangelii nie słyszeli, nie znają, aby w
nauczaniu misyjnym, pre-ewangelicznym. pre-ewangelizacyjnym nieść Chrystusa i
spełniać te słowa, które On powiedział w dniu Wniebowstąpienia: "Idźcie na
cały świat..- cały świat - i głoście Ewangelie nie tylko naszym, ale głoście
Ewangelię wszystkim, do których nas Chrystus posyła".
Matka Róża Czacka także potrafiła w swoim,
niełatwym przecież życiu, rozeznać znaki czasu swego. Młoda Kobieta trącąca z
dnia na dzień wzrok, nie rezygnując z walki , aby ten wzrok ocalić, chodząca po
lekarzach, próbująca wzrok ratować. A gdy ten wzrok straciła i straciła
nadzieje na jego odzyskanie, wtedy nie załamała się na wiele lat, nie zamknęła
się w sobie, nie obraziła się na Pana Boga, ale potrafiła odczytać jako
wyzwanie. Gdyby nie to odczytanie tego znaku czasu konkretnego wtedy, sto kilka
lat temu, nie bylibyśmy dzisiaj tutaj, nie byłoby Lasek, nie byłoby tutaj
naszego spotkania dziękczynnego. Co nie znaczy żeby było jej łatwo. Wiemy, jaką
walkę stoczyła. Krótką, ale intensywną walkę – wyjechała w świat, do Europy by
poznawać najnowsze osiągnięcia w opiece nad ociemniałymi, po to, aby założyć
Towarzystwo, założyć wielkie Dzieło Lasek, a potem Zgromadzenie dla tego
Dzieła, dla służby sióstr osobom ociemniałym.
Środowisko Lasek, przez cale to sto lat, miało ten
dar, ten charyzmat odczytywania znaków czasu. Na czas przedwojenny i wojenny i
współczesny. I dlatego jest tutaj szkoła nie tylko dla ociemniałych, kilka
szkół, jest tutaj szkoła czytania znaków czasu i trzeba żeby ta szkoła była
tutaj zawsze. Takim znakiem czasu, o którym mówię, który tutaj jest
odczytywany, to jest zaradzić temu, co się stało w ostatnich latach - coś
bardzo niebezpiecznego. Czasem martwiliśmy się bardzo o Kościół wtedy, gdy w
sposób zbyt nonszalancki, zbyt nieprzygotowany szedł do świata. Myślę ze
dzisiaj jest to mniejsze zmartwienie. Dużym zmartwieniem i dużym problemem jest
to że Kościół zamyka się w wieczerniku, zamyka się w wieczerniku i chce być
tylko dla siebie samego. Patrząc na świat tylko w sposób negatywny. I
rezygnując z pójścia do tego świata a czasem nawet tak dzieląc że ci, którzy są
poza tymi, którym się wydaje ze są prawdziwym Kościołem, nie zasługują na to,
aby być tymi, do których się niesie Ewangelie Jezusa Chrystusa. Jest to wielkie
wyzwanie współczesności. Trzeba do niego ciągle wracać i trzeba nie bać się tej
mądrej otwartości, bo tylko w niej, mądrej otwartości, możemy spełnić to, do
czego nas potrzebuje Chrystus.
Jest w dzisiejszej uroczystości wiele wątków, które
można rozwinąć i niejako zastąpić w kazaniu. Ta piękna modlitwę, którą
ułożyliście przy poświęceniu archiwum. Do niej na koniec nawiązuje. Modlitwę o
to, aby poprzez archiwum pilnować pamięci. Ponieważ bez pamięci nie ma
tożsamości. To są słowa z książki, którą jako ostania w swoim życiu dal nam Jan
Paweł II "Pamięć i Tożsamość". Pilnowanie pamięci by zachować
tożsamość. Pójście do świata, odważne i mężne, wtedy, gdy się jest świadomym
swojej tożsamości i korzeni, z których człowiek wyrasta, wtedy może być pewny
ze ocali się to wszystko, co jest do ocalenia, a zarazem obdaruje sobą,
obdaruje Ewangelią tych, do których idzie. Druga myśl, która się wiąże z poświeceniem
organów i modlitwą towarzyszącą temu poświęceniu. Podkreśla się w niej ową
harmonie wielu głosów. Ale ta harmonia wielu głosów, którymi mówi współczesny
świat, jest możliwa wtedy, gdy jest u podstaw harmonia w człowieku samym.
Harmonia miedzy umysłem, sercem i wola. Harmonia miedzy głową, sercem i rekami.
Ta spójność jest potrzebna żeby ludzie potem miedzy sobą potrafili rożnymi
glosami grac te samą melodie. I czasem w poszukiwaniach dzisiaj lekarstwa na
to, co przezywamy w ostatnich miesiącach, brakuje właśnie tego wejścia w
siebie, Mamy pełne usta recept dla innych, co trzeba zrobić żeby było do
wytrzymania, w tym, co słyszymy w mediach, w polityce, w życiu społecznym, ale
brakuje szukania owej harmonii w człowieku, która się rodzi z wiary i Ducha
świętego.
Kończymy pierwszym czytaniem: jedna jest wiara,
jeden jest Duch, jeden jest chrzest. I tej spójności tu szukać nam trzeba. I
pod tym względem głos organów dobrze nastrojonych jest pięknym przykładem
harmonii życia człowieka, ale także harmonii życia miedzy sobą, dlatego że
można było różnymi glosami grać piękną melodie w tej różnorodności ludzkich
poglądów i spraw. Ale trzeba najpierw znaleźć tę spójność wewnętrzną, która
rodzi się z ciszy serca ludzkiego, z przebaczenia, która się rodzi ze zdolności
zrozumienia trudnych słów, które tak świetnie zrozumiał ksiądz Jerzy.
Popiełuszko: "nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj".
Wydaje się czasem ze my wszyscy te słowa znamy, nawet się nimi podpieramy, bo
jakże być chrześcijaninem, bez tych słów skoro Chrystus na krzyżu je
zrealizował. A jednocześnie, kiedy przyjdzie do rozwiązania konkretnych spraw
stosujemy zasadę: złem na zło. "Nie daj się zwyciężać złu, zło dobrem
zwyciężaj". O te postawy się modlimy w tej Mszy św. Za wszystkich, ale ze siebie
nade wszystko. I róbmy wszystko, aby w tym środowisku waszym była szkoła takich
postaw potrzebnych dzisiaj Kościołowi, nam potrzebnych, potrzebnych dzisiaj
naszej ojczyźnie. Abyśmy potrafili być jak te organy, które dzisiaj
poświęciliśmy, byśmy potrafili pilnować pamięci i tożsamości, tak jak
modliliśmy się przy poświęceniu waszego nowego archiwum.
Niech nas Pan Bóg wspiera i niech nam Pan Bóg
błogosławi...
