U progu
stulecia Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi 1911-2011
(materiały z sesji otwierającej rok szkolny 2010/2011
Ośrodka
Szkolno-Wychowawczego
dla Dzieci Niewidomych w Laskach
dla Dzieci Niewidomych w Laskach
30 sierpnia
2010)
Róża Czacka – droga przez stulecie
(...) Pragnę podzielić się myślami Matki,
które w większości napisała sama, a potem z wielką troską wiele razy redagowała.
Dotyczą one zarysu ideowego Dzieła, a więc: zarówno Towarzystwa Opieki nad
Ociemniałymi jako instytucji, jak również wszystkich służących i pracujących w
tym środowisku osób świeckich i sióstr. Słowa, które Matka zapisała, świadczą o
jej głębokiej wierze i nadziei, jaką pokładała w Panu Bogu, że On będzie podtrzymywał
Dzieło oraz także o jej roztropności i długomyślności w rozumieniu koncepcji
Dzieła, którego podstawą jest Miłość i Prawda [1].
Wsłuchując się w myśl Założycielki, pragnę
podzielić się treścią niektórych dokumentów dotyczących Dzieła. (...) Ufam, że
niektóre myśli Matki staną się dziś może pewną formą zaproszenia do refleksji
osobistej czy wspólnotowej, która niewątpliwie będzie nam towarzyszyć podczas
darowanego roku Jubileuszowego. (...)
Rok 1908 jest dla Róży Czackiej początkiem przygotowań działalności na rzecz
niewidomych, natomiast pierwszy zakład – jak sama pisze – otworzyła w roku 1910.
Tworząc statut Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, z zaprzyjaźnionymi osobami,
miała za sobą prawie 10-letni okres [2] obserwacji różnych podobnych instytucji
w Europie i myślę, że od początku miała
charyzmatyczną – założycielską świadomość instytucji, jaką chciałaby
stworzyć, choć jak wiemy z jej życiorysu pozostawiała czas na dojrzewanie
projektu [3].
W
redakcji pierwszego statutu Towarzystwa nie znajdziemy punktu, który by mówił,
że jest to stowarzyszenie religijne czy katolickie. Róża Czacka wychodziła z założenia,
że to działalność Towarzystwa ma wskazywać
właściwe źródło inspiracji i świadczyć o jego wewnętrznym fundamencie. Jak
wspomina, podjęła taką decyzję powołując się m.in. na słowa Abpa Józefa Teodorowicza:
„nie dobrze [jest] gdy instytucje mają
etykietę katolicką a nie dociąga treść do etykiety” [4].
Może
też dlatego w początkowym okresie działalności, jeszcze jako osoba świecka, bardziej
skupiła się na aspekcie społecznym, kierując się myślą zaczerpniętą od Maurice’a
de la Sizeranne’a – „niewidomy
człowiekiem użytecznym”, choć z własnego doświadczenia wiedziała jak niezbędne
jest podłoże wiary.
Starając
się znaleźć jakieś rozwiązanie tego aspektu działalności, w 1910 r. myślała o sprowadzeniu do współpracy SS.
Niewidomych św. Pawła z Paryża. Po bardziej bezpośrednim poznaniu spostrzegła
jednak, że Siostry mają inny charyzmat i (jak napisała) „nie odpowiadałyby
naszym warunkom i potrzebom” [5].
Z biegiem czasu myśl stała się jeszcze bardziej jasna i
dojrzała, że: do zrealizowania tego konkretnego zamierzenia niezbędna jest „reguła życia zakonnego, dostosowana do
potrzeb tej pracy” [6]. Tworzenie
tej nowej reguły rozpoczęło się w Żytomierzu podczas I wojny światowej, a
zakończone zostało w 1918 r. w Warszawie pozwoleniem Abpa Aleksandra Kakowskiego
na przyjęcie kandydatek, które staną się pierwszymi Franciszkankami Służebnicami
Krzyża.
Widzimy
więc jak w jej zamierzeniach aspekt
społeczny, by dać osobom niewidomym maksimum samowystarczalności i
samodzielności przenikał się z aspektem
religijnym, w którym – jak później pisała już jako Matka Elżbieta – „problem cierpienia znajduje rozwiązanie w
nauce Chrystusowej” [7]. Te dwa aspekty miały tworzyć pewną „całość
bardzo spoistą” [8] – jak
napisała we Wskazówkach dla osób
pracujących w Dziele.
Następne lata działalności
siostry Elżbiety w Warszawie ukazują już realizację społecznego i religijnego nurtu
Dzieła, o którym parę lat później, w 1929 r. napisała, że jest:
„Z Boga i dla Boga i innej
racji bytu nie ma. Gdyby zboczyło z tej drogi, niech przestanie istnieć.” [9]
Odważne stwierdzenie Matki ukazuje nam jej wielką ufność do Pana Boga, a jednocześnie pragnienie radykalnego oddania całej służby Panu Jezusowi. W 1931 roku napisała:
„O Jezu,
króluj, panuj, rządź i wykonywuj wolę swoją w każdym z nas i w całym Dziele.
Amen. To królowanie i panowanie Pana Jezusa w każdym z nas i, co za tym idzie,
w Dziele całym nie powinno być i nie może być pustym i próżnym frazesem. Jest
to ścisły, bardzo rzeczywisty i praktyczny program życia. Nie program mglisty
i daleki, ale program konkretny i do realizowania na każdy dzień.” [10]
Droga realizacji tego zamierzenia nie była łatwa ...
Pierwsza trudność
związana była z różnym rozumieniem „nurtu społecznego”
wśród pracowników Dzieła.
Siostra Elżbieta miała pełną świadomość, że aby spełnić aspekt społeczny służby niewidomym niezbędne jest „fachowe przygotowanie" [11] osób współpracujących. Dotknęła tego problemu prawie na początku działalności, jak sama pisze:
„Wkrótce po powrocie [z Żytomierza]
skonstatowałam, że zakład nie jest prowadzony według pierwotnych założeń jako
instytucja przygotowująca niewidomych do samodzielnego i samowystarczalnego
życia, lecz się przekształciło w rodzaj przytułku, co sprzeciwiało
się mojemu rozumieniu sprawy niewidomych.” [12]
Założycielka
stwierdziła z przykrością, że linia pierwotna została zatracona, między
innymi, właśnie w wyniku braku wykwalifikowanego personelu. Okazało się też, że
niektóre pracownice należały do zgromadzenia bezhabitowego, o czym nie poinformowały
przy określaniu zatrudnienia [13]. Po powrocie z Żytomierza Róży Czackiej, już
jako s. Elżbiety, siostry wyraziły nawet pragnienie, by wstąpiła do ich
zgromadzenia [14]. Matka nie widziała jednak już możliwości dalszej współpracy,
choć wraz z odejściem sióstr bezhabitowych straciła prawie cały zespół
wychowawczy.
Nową
trudność przyjęła z zawierzeniem Panu Bogu, ponieważ była przekonana, że do
pracy w rodzącym się dziele niezbędny jest personel odpowiednio wykwalifikowany
do edukacji i formacji zawodowej osób niewidomych. Dobór nowych współpracowników
świeckich był bardzo utrudniony, jeśli nawet niemożliwy, ponieważ nie istniały
instytucje ani ośrodki szkolenia nauczycieli osób niewidomych a w szkole dla
głuchych na Placu Trzech Krzyży była tylko jedna sekcja dla niewidomych. Nie
było też łatwo o wolontariuszy dla tworzącej się placówki, ze względu na bardzo
skromne warunki ekonomiczne i lokalowe a środki materialne, którymi Róża Czacka
dysponowała po otrzymaniu posagu, bardzo szybko topniały.
W
tym czasie Matka cieszyła się też już pierwszymi kandydatkami do swojego
zgromadzenia o regule, która miała być przystosowana do warunków służby niewidomym.
Dziewczęta nie były jednak przygotowane, by spełniać funkcje wychowawcze i administracyjne,
ponieważ pochodziły z niższych warstw społecznych i nie miały odpowiedniego wykształcenia.
W takiej sytuacji s. Elżbieta wzięła na siebie funkcję wychowawczą, natomiast
w administracji wspierała ją p. Felicja z Rostafińskich Staczyńska [15]. Wśród
pierwszych sióstr, najbardziej wykwalifikowaną od strony tyflologicznej była Helena
Makowiecka, późniejsza s. Franciszka FSK. Będąc już od wielu lat odpowiedzialną
za garderobę hr. Róży, służyła jej także jako przewodniczka i jeździła z nią do
ośrodków dla niewidomych.
Druga trudność – „charakter religijny” Dzieła
Drugą trudnością w początkowej współpracy coraz bardziej stawał się stanowczo określany charakter religijny Dzieła. Niektórzy ideowi współpracownicy, już zaraz po powrocie hrabianki Róży jako s. Elżbiety, dawali wyraz niepełnej akceptacji kierunku katolickiego oraz nie byli zadowoleni ze ścisłego połączenia swojej działalności we współpracy ze zgromadzeniem. Matka, jak w wielu innych sprawach, była wyrozumiała i dawała innym czas na dojrzewanie, także w tym wypadku oczekiwała zgody. Po trzech latach trudności, w 1922 r. niektórzy członkowie zaczęli nawet pomawiać Matkę, że środki zbierane dla niewidomych służą do utrzymania jej zgromadzenia [16]. Bardzo przecierpiała tę sprawę do tego stopnia, że brała nawet pod uwagę wycofanie sióstr z pierwszego zakładu i ponowne rozpoczęcie dzieła o podłożu katolickim. Ostatecznie nastąpiło kolejne bolesne rozstanie i znowu Matka straciła współpracowników, na których liczyła. Można powiedzieć, że po raz kolejny zostało wystawione na próbę jej zaufanie do Pana Boga. Nie zawiodła się – przyszli nowi współpracownicy, m.in. Antoni Marylski, pierwszy budowniczy Zakładu w Laskach oraz inne osoby zawiązane z kręgiem Sługi Bożego ks. Władysława Korniłowicza, który z czasem razem z Matką nadał kierunek duchowości Dzieła Lasek.
Dwa
powyżej wspomniane rozstania w początkowej fazie tworzenia Dzieła złożonego z osób
niewidomych, współpracowników świeckich i sióstr, a nazwanego w 1924 r. – „Triuno”,
ukazują nam, jak wiele trzeba czasem poświęcić, by utrzymać linię istotną,
która w przekonaniu Matki narodziła się z
Boga i ma funkcjonować „dla Boga”. Widzimy jak Sługa Boża była
w tym aspekcie wierna i stanowcza, pomimo trudności, które stawiały przyszłość
Dzieła pod znakiem zapytania. Dlatego też myślę, że przed każdym z nas stoi
zadanie, byśmy w odczytywaniu „znaków czasu” pozostawali wierni wartościom, które
dla niej były istotne.
Matka
Elżbieta opisując genezę Dzieła, czyli tej „całości
bardzo spoistej”, wychodzi od duchowego źródła rozumienia utraty wzroku i łączy
go z procesem wychowawczym: to jest: aspekt religijny łączy ściśle ze
społecznym. W 1935 r. wspomina:
„Widząc ten stan rzeczy – czyli opłakane położenie niewidomych w
Polsce – pragnęłam dać innym niewidomym
szczęście Wiary, której zawdzięczałam przyjęcie ślepoty z poddaniem się woli
Bożej i chciałam podnieść ich z poniewierki ku użytecznemu życiu przez pracę,
zgodnie z postulatami nowoczesnej tyflologii.” [17]
W tym świetle dbałości o aspekt religijny,
możemy łatwiej zrozumieć dalsze pisma, w których 20 lat później (w 1945 roku),
Matka ukazywała osobom pracującym w Dziele jego fundament, zgadzając się
wewnętrznie, że może on być potraktowany wręcz jako szaleństwo. Pisała:
„Dzieło nasze powstało
[istnieje] w pierwszym rzędzie dla chwały Bożej i dla dobra dusz.
Nie jest i nie powinno nigdy istnieć dla innego celu bliższego i praktycznego.
O tym pierwszym celu nie wolno zapominać, chociażby się to w pewnych wypadkach
wydawało szaleństwem – dlatego
też pisze dalej – trzeba niezmiennie
czuwać nad czystością wyboru środków, aby nie przeszkadzać Bogu w używaniu
Dzieła jako swego narzędzia.” [18]
Zadziwić
może fakt, że słowa powyższe nie zostały napisane tylko do sióstr lub członków
III Zakonu Franciszkańskiego, lecz tytuł opracowania jest jasny: Wskazówki dla osób pracujących w Dziele, jak
Matka dalej tłumaczy, pragnie, by każdy przyjął chrześcijański sposób budowania
Dzieła:
„(...) by świadomie i stale wprowadzać naukę [Kościoła] w życie codzienne na wszystkich jego odcinkach, na jej zasadach oprzeć wszelkie stosunki wzajemne, a w każdej dziedzinie życia i pracy liczyć się najstaranniej i przede wszystkim z prawem Bożym i z prawem Kościoła świętego.” [19]
W innym miejscu podaje jeszcze inną charakterystykę pracownika:
po pierwsze
– by „nie
szukał siebie, lecz bezinteresownie stawał się narzędziem Bożym”;
po
drugie
– by miał świadomość, wiarę i ufność „do Boga działającego w Dziele, które dadzą
możność znoszenia trudności i niedoskonałości Dzieła w sposób nadprzyrodzony”
[20].
Uzupełnieniem powyższych słów stają się
słowa Dyrektorium napisane jednak o
wiele wcześniej, 19 lipca 1928 r.:
„Moi drodzy, zwracam się dziś do Was wszystkich, (...) z gorącą prośbą, byście to Dzieło kochali jako Wasze Dzieło. Byście starali się je widzieć w świetle prawd Bożych i w tym świetle starali się widzieć i to, co w nim dobrego, i to, co będąc dobrym potrzebuje udoskonalenia, i to, co w nim złego, by mogło być poprawionym. Jeżeli na razie nie może być poprawionym, powinno być w pokorze i z cierpliwością znoszone. (...) W Dziele naszym tylko tym ludziom dobrze, którzy poza ludźmi widzą Boga i Jemu w nich ufają. Którzy zaczynają poprawę od poprawienia siebie i tak, jak sami dążą do dobrego, starają się widzieć dobrą wolę w tych, którzy jak oni dla Boga pracują.” [21]
Matka bardzo szanowała każdą osobę i zgadzała
się, że każdy jest inny, ale też wytrwale tłumaczyła:
„(...) osoby pracujące albo zatracą się w tej całości dodając do niej swoją indywidualność i harmonizując zupełnie z nią, albo też jako ciało obce wywoływać będą choroby w organizmie Dzieła, stanowić będą zgrzyt w jego harmonii.” [22]
W konsekwencji sama wielokrotnie podkreślała (jak słyszeliśmy w poprzednich fragmentach), że każdy z nas bez różnicy jest odpowiedzialny za charakter instytucji, w której działa, pracuje i buduje ją poprzez chrześcijańską postawę każdego dnia. Mocne są słowa Matki, które kieruje do pracowników Towarzystwa i całego Dzieła w 1945 roku:
„Poza różnorodnymi właściwościami i kwalifikacjami jest jednak pewna cecha, która sięga znacznie głębiej niż one, a która powinna być wspólna wszystkim pracownikom naszych instytucji, jako warunek konieczny przynależności do Dzieła. (...) Dzieło to z Boga jest i dla Boga. Innej racji bytu nie ma. Gdyby zboczyło z tej drogi niech przestanie istnieć. (...) A jedyną drogą do tego celu jest, by każda z instytucji, składających się na całość Dzieła, na odcinku swej pracy, w dziedzinie sobie właściwej, realizowała życie według zasad Chrystusowych, życie ściśle oparte na nauce Kościoła rzymsko-katolickiego. Aby zaś życie całej społeczności było takie, takie musi być przede wszystkim życie każdego jej członka. I dlatego, jeśli ktoś chce pracować w Dziele, nie jest rzeczą obojętną i nie jest tylko jego sprawą osobistą, jaki jest Jego stosunek do Boga.” [23]
Powróćmy jeszcze na chwilę do
aspektu wychowawczego, który Matka jasno określa w „Triuno”. Tak pisze o
koncepcji, którą chce realizować TOnO:
"Chcemy zrealizować taki
ideał niewidomego, który będzie w zupełnej prawdzie znosił swoje kalectwo jako
krzyż, nie wstydząc się go, nie brawurując, lecz przyjmując go z ręki Bożej i
przez dobre przyjęcie przemieniając go w źródło łaski i mocy dla siebie i dla
innych. Nie chcemy jednak traktować sprawy niewidomych tylko jako sprawy
nadprzyrodzonej, a ich samych jako przedmiotu jałmużny. Z nowoczesnego ujęcia spawy niewidomych bierzemy zrozumienie psychologii
niewidomego, która ukazuje wszystkie jego możliwości czysto ludzkie,
jego miejsce w społeczeństwie, jego obowiązki, i traktujemy
wobec tego problem niewidomego również jako problem społeczny (...).” [24]
W
dalszej części dokumentu Matka przypomina o wielu możliwościach osoby
niewidomej, które ma „obowiązek pomnożyć
na chwałę Bożą i na pożytek bliźnich”. Następny zaś fragment, wydaje mi się,
że jest ważny z uwagi na promowaną dziś integrację. Matka podkreśla jasno:
„nie pozwalamy na
izolowanie go [człowieka niewidomego] jako całkowicie odrębnego typu ludzkiego,
ale uznając jego odrębność (...) chcemy wychować go na człowieka pracującego i odpowiedzialnego,
mimo, że nie negujemy, ale rozumiemy jego cierpienie.” [25]
W Ideowych założeniach Dzieła Triuno Matka dodaje:
„Koncepcja
chrześcijańska bowiem zawiera w sobie ideał takiego
ustosunkowania się człowieka do życia i jego spraw, aby (...) rozumiał, że (...) powinien przyjąć całkowitą odpowiedzialność za swoje życie doczesne,
za swoje codzienne obowiązki i sprawy, że nie wolno mu lekceważyć i zaniedbywać
talentów przyrodzonych, gdyż one także są darem Bożym.” [26]
Zauważmy, że Matce chodzi o realizację koncepcji, jak to nazywa humanizmu chrześcijańskiego, który poczuwa się do wspólnej odpowiedzialności za sprawy ludzkie na ziemi, nie odcinając ich od indywidualnej drogi uświęcenia [27]. Czytamy w Triuno:
„[...] niewidomy, który ponadto rozwinął do maksimum swoją osobowość ludzką, swoje dane przyrodzone, i jest czynnym a nawet przodującym w swojej dziedzinie członkiem społeczności, daje świadectwo mocy ducha nad przeszkodami natury czysto materialnej i tym sposobem, o ile jest apostołem, staje się bardziej niż każdy inny człowiek apostołem, przez sam swój triumf nad tym, co krępuje i więzi człowieka.” [28]
Matka podkreślała więc apostolstwo osób niewidomych w podwójnym wymiarze: społecznym i religijnym. Dlatego też, by dojść do zamierzonego celu Matka podejmuje w dalszej części dokumentu trudny argument. Mówi bowiem o wyborze grup edukacyjnych świadoma, że może to wzbudzać pewien konflikt:
„[Dzieło] w stosunku do jednych niewidomych [jest] ściśle dziełem miłosierdzia,
w stosunku do innych [jest] dziełem wychowawczo-apostolskim i ta dwoistość celów stanowi niejednokrotnie źródło nieuświadomionego konfliktu w życiu naszych instytucji.” [29]
Można się domyślać wielu przyczyn takiego stanu rzeczy, ale chyba jedną z nich mogła być już wtedy dyskusja nad poziomem wymagań wobec dzieci i może też nad kryterium przyjmowania ich do zakładu czy podziału na odpowiednie grupy edukacyjne. Widzimy, że Sługa Boża nie eliminuje żadnej kategorii osób niewidomych, ale mówi o dwoistości celów. Nie eksponuje rangi ważności, ale wg mnie, podaje jedno z rozwiązań nie najłatwiejszych do wykonania:
„Miłosierny chce jak największej liczbie ludzi dać miłosierdzie i zanieść je [przede wszystkim najnędzniejszym], nie licząc się specjalnie z osiągniętym ludzkim wynikiem.”
Matka mówi tu o miłosierdziu, które daje możność stania się jak najbardziej człowiekiem [30].
„(...) Wychowawca natomiast dąży do tego, aby wychować jak najlepiej, aby osiągnąć wyniki, aby wytworzyć elitę. (...) dla dobra sprawy, dla utorowania przez nią drogi innym niewidomym, dla przezwyciężenia przesądów (...) Pozornie jest on twardy i odwraca się od najnieszczęśliwszych, wybierając bardziej uprzywilejowanych, ale jest to tylko pozorne, w istocie pracuje on dla przyszłości jednych i drugich Dobre zrozumienie tej zasadniczej różnicy pozwoli na właściwe zhierarchizowanie i zorganizowanie życia w Laskach.” [31]
Jak widzimy, Matka Elżbieta otwiera temat szeroko rozumianej służby osobom niewidomym, podając jej główne kryterium. Jest ono realizacją prawa miłości i miłosierdzia, jest uszanowaniem godności i wykorzystaniem możliwości każdego dziecka, pozwalając dostosować najbardziej odpowiednie metody pracy wychowawczej.
Wczytując się w myśl Matki: jest
logiczne i zgodne z prawdą stawianie wysokiego poziomu wymagań wobec dzieci
zdolnych, ale tak samo ważna jest troska o dobre przygotowanie do życia w
społeczeństwie dzieci mniej zdolnych. Przygotowując jak najlepiej dzieci zdolne
i dając im odpowiednią motywację, mamy nadzieję, że wcześniej czy później staną
się oni aktywnymi promotorami = apostołami sprawy niewidomych, torując może też
drogę innym niepełnosprawnym.
Jeden z fragmentów tego samego
ukazuje nam także, jak Matka bardzo docenia wartość apostolstwa dzieci
słabszych:
„Bo niewidomy nieudolny i nieszczęśliwy, otoczony miłością i opieką, daje świadectwo przede wszystkim nauce Ewangelii, która nakazuje dobroć i bezinteresowne miłosierdzie dla wszelkiej nędzy. To jest nieustanne świadectwo i rola wszelkich Dzieł charytatywnych na świecie. Niewidomy w tych warunkach pogodny i radosny, to jeszcze ponadto świadek tego, że Wiara i Miłość nadprzyrodzona mogą przezwyciężyć wszelkie cierpienie. Ten sam niewidomy, przyjmujący swoją ślepotę w duchu zadośćuczynienia za innych, realnie działa na płaszczyźnie nadprzyrodzonej i owoce tego jego działania mogą być nieobliczalne w skutkach.” [32]
Myślę, że jak podobnie za czasów Matki, świadectwo osób niepełnosprawnych jest nadal bardzo ważnym aspektem życia społecznego, w którym tyle mówi się o godności i szacunku dla każdej osoby. Bardzo ważne jest nadal takie wychowanie dzieci i młodzieży, by w pełni zrewalidowani, swoją aktywnością społeczną mogli przypominać o takiej samej godności (przede wszystkim), o takich samych możliwościach duchowych i intelektualnych oraz o takim samym prawie do zatrudnienia i istnienia w społeczeństwie jak osoby pełnosprawne.
Jak
pisze Matka Elżbieta, osoby niewidome posiadają taką samą psychikę, choć z
pewnym ograniczeniem sfery aktywnej; pozbawione są jednego zmysłu, ale mogą
zrealizować w sobie pełnię najwyższego życia ludzkiego – życie duchowe [33];
pod względem intelektualnym nie stoją niżej od widzącego, mają te same uczucia
i taką samą wolę [34] są sprawni inaczej...
Na
końcu rozdziału, w którym Matka zatrzymuje się nad analizą różnych sprawności i
możliwości osób niewidomych, pisze:
„Niewidomy bez wiary nigdy nie będzie pełnym człowiekiem, niewidomy wierzący dać może natomiast całą swoją miarę, w której wypowie się to, co najważniejsze i najwyższe w duszy ludzkiej. Tu jest teren, na którym kalectwo ślepoty, jeśli jest przyjęte do końca, przestaje być przeszkodą, a staje się dźwignią życia duchowego.” [35]
Większość tekstów, które cytowałam, pochodzą z dokumentu, można powiedzieć, programowego, który Matka redagowała wiele razy, czego mamy dowód w archiwum Zgromadzenia. Ilość redakcji świadczy więc także, jak bardzo ważne dla Matki były problemy, które w nim podejmowała, jak ważne kierunki Dzieła, by było ono w pełni dla osób niewidomych i w pełni na chwałę Boga... Dzieła, które było jej życiem.
Myślę, że pisząc słowa, które usłyszeliśmy dzisiaj Matka w pewien sposób zwracała się także do nas wszystkich, którzy teraz współtworzymy Dzieło. Tym samym, przed nami którzy, [nie wątpię], jesteśmy i czujemy się kontynuatorami Dzieła Sługi Bożej, stoi zadanie, byśmy poprzez wierność pierwotnym założeniom dawali świadectwo, że zasady, które nadała i którymi sama żyła są nadal aktualne. Jak uważają niektórzy świadkowie procesu kanonizacyjnego, nasa postawa wierności założeniom Dzieła, staje się w ten sposób dowodem świętości Założycielki i znakiem jej ciągłego czuwania nad całością Dzieła.
W
homilii pogrzebowej Sługa Boży Stefan Kard. Wyszyński nazwał Matkę Elżbietę
Czacką – Niewidomą Matką Niewidomych. Ufamy też, że Pan Bóg da, iż będziemy
mogli ją zwać w przyszłości błogosławioną Matką Niewidomych. Praca nad tekstem
o heroiczności cnót Sługi Bożej zbliża się ku końcowi, choć jest jeszcze wiele
do całościowego zamknięcia „Positio” dla Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych.
W tym czasie bardzo ważna – jest i będzie – modlitwa o światło Ducha Świętego
dla teologów cenzorów, a także o to, by Pan Bóg potwierdził świętość Matki
poprzez cud, który jeśli zostanie uznany, przybliży nam znacznie perspektywę
beatyfikacji.
Nie
wątpię, że Sługa Boża Matka Czacka towarzyszy nam w codziennym trudzie, wraz ze Sługą Bożym Ks. Władysławem
Korniłowiczem, Sługą Bożym Stefanem Kard. Wyszyńskim i wieloma innymi cichymi
świętymi z niebieskich Lasek. Wszyscy przeszli przez trud tworzenia Dzieła i my
jesteśmy zaproszeni do kontynuacji.
Dziękujemy Panu Bogu za 100 lat istnienia Dzieła i prosimy, by udzielał nam łask i darów Ducha Świętego, by dzieło świadczyło nadal, że jest z Boga i dla Boga.
Dziękujemy Panu Bogu za 100 lat istnienia Dzieła i prosimy, by udzielał nam łask i darów Ducha Świętego, by dzieło świadczyło nadal, że jest z Boga i dla Boga.
----------------------------------------------------------------------------------------------
1. M.E.Czacka, Dyrektorium, 171-172.
2. Straciła całkowicie wzrok w 1898 r., a TOnO powstaje w 1910 r.
3. Statut został zatwierdzony przez władze carskie w maju 1911 r.
4.
Relacja M.E. Czackiej z dnia 30.04.1941, spisana przez s. M. Elżbietę Snarską.
AMCz 04, 50
5.
M. E. Czacka, Historia Triuno, AMCz 12, 156-157.
6.
Idem.
7.
M. E. Czacka, Ideowe założenia Dzieła Triuno, 8.
8.
M. E. Czacka, Wskazówki dla osób pracujących w Dziele, 18.
9.
M.E.Czacka, Dyrektorium, 23.07.1929, 163.
10.
Idem. 28.02.1931, 48.
11.
M. E. Czacka, Historia Triuno, AMCz 12, 156-157.
12.
Idem.
13.
Relacja M. E. Czackiej z dnia 30.04.1941, spisana przez s. Teresę Landy. AMCz
04, 43.
Podobną relację znajdziemy w: M. E. Czacka, Historia i zarys organizacyjny Dzieła Lasek z 1935 r.
Podobną relację znajdziemy w: M. E. Czacka, Historia i zarys organizacyjny Dzieła Lasek z 1935 r.
14.
Relacja M.E. Czackiej z dnia 30.04.1941, spisana przez s. M. Elżbietę Snarską. AMCz
04, 48.
15.
Późniejsza s. Klara wstąpiła do FSK w 1923 r., współpracowała z hr. Różą od
1912 r.
16.
M. E. Czacka, Historia Triuno, AMCz 12, 158.
17.
M. E. Czacka, Historia i zarys organizacyjny Dzieła Lasek z okazji jego
XXV-lecia, 1935, 1.
18.
M.E. Czacka, Ideowe założenia Dzieła Triuno. Wskazówki dla osób pracujących w
Dziele, 18.
19.
Idem. Wstęp do regulaminów dla pracowników TOnO i całego Dzieła, 23.
20.
Idem.
21.
M. E. Czacka, Dyrektorium, 19.07.1928, 190.193.
22.
Idem. Wstęp do regulaminów dla pracowników TOnO i całego Dzieła,18.
23.
Idem, 22.
24.
M.E.Czacka, Triuno, AMCz 12/148.
25.
Idem; [ewentualnie też fragment O Niewidomych str. 88-89]
26.
M. E. Czacka, Ideowe założenia Dzieła Triuno, 9.
27.
Cf. M.E.Czacka, Triuno, kryt. P. M. Prussak.
28.
Idem, 149.
29.
Idem, 150.
30.
Idem, 148.
31.
Idem, 150.
32.
Idem, 149.
33. M.E.Czacka, O Niewidomych, 159.
34. Idem, 164-164.
35. Idem, 167-168.
<< strona główna
<< strona główna
